Geoblog.pl    addapp    Podróże    Wietnam - 3500 kilometrów motorem. I ciut Kambodży.    Da Nang - dzień ostatni
Zwiń mapę
2018
20
gru

Da Nang - dzień ostatni

 
Wietnam
Wietnam, Ðà Nẵng
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 10971 km
 
Szkoda. Bo to był dobry dzień. Bambaryła wrócił krótko po 7 więc mogłem szybciej ruszyć. Wyszedłem na dwór i zarządziłem powrót do pokoju, w celu zmiany rynsztunku. Krótki rękaw i wiatrówka. Wystarczyły. Już o 7 było pełne słońce i 23 stopnie. Cel - Cau Vang - Złoty Most. Powód dla którego wybrałem Wietnam. Tak wiem. Powodów było wiele, ale to ten most zawsze chciałem zobaczyć ( od kiedy się o nim dowiedziałem córeczko, zejdź ze mnie ) Kierunek Ba Na Hills. Takie wietnamskie Beverly Hills :) Córa gdzieś na necie wyczytała, że budowa mostu kosztowała 2 mld $. No cóż, samego mostu to nie. Ale infrastruktury dookoła to już możliwe. Ale po kolei. Wyruszyłem z hotelu i po 10 minutach zajadałem pyszną jeszcze ciepłą bagietkę z warzywami i mięskiem. A jakoś ładnie wyglądał ten napis Banh Mi. Gdy zaparkowałem na poboczu, okazało się, że to piekarnia. I wierzcie mi. Pieczywo w Wietnamie nie odstaje od naszego, a na bank jest lepsze niż w naszych sieciówkach :) Za 20.000 VND niebo w gębie. Humor już miałem super, a po zjedzeniu jeszcze lepszy. Słońce, temperatura, pełny bębenek ( bo bęben jakoś zniknął, nie wiem gdzie ). Po 35 minutach dojechałem do celu. Ogólnie nawigacja pokazywała, że dojadę do mostu za 1.54 g. To przekłamanie obejmowało również czas dotarcia do mostu. Ogólnie od Da Nang jest 28 km. Więc jestem na miejscu. Parkingi dla motorów, samochodów, autokarów. Mnóstwo miejsc parkingowych. Pewnie w sezonie mało wolnych. Zaparkowałem Bambaryłę i ruszyłem do okienka po bilet. Nie natrafiłem nigdzie na informację,o innej możliwości dotarcia do mostu niż kolejką linową. Bilet wstępu kosztował 700.000 VND, można było zapłacić kartą. Cena oczywiście dla białych. Lokalni o trzysta mniej. I wszędzie witali Ciebie pracownicy uśmiechnięci od ucha do ucha. Na sam widok humor podskoczył na wyższy poziom. Jak jechałem kolejką linową na Fansipan to zajęło to 15 minut. Tutaj podobnie, choć wagoniki jechały wolniej. Już sama przejażdżka robi wrażenie. A że miałem piękną pogodę...No i czas wyprostować nazewnictwo. Złoty Most to nie most. To 150 m kładki dla pieszych. Konstrukcja nie jest imponująca sama w sobie, ale z tymi kamiennymi dłońmi wygląda super. Cieszy oko. Natomiast w momencie gdy wychodzisz z hali przyjazdów na zewnątrz i idziesz po tej kładce, to nawet nie zwracasz uwagi na to jak wygląda. Widoki są zapierające dech w piersiach. I znowu, słowa nie opiszą, zdjęcia nie pokażą. Ale widok wart każdego wydanego Donga. Ja jeszcze miałem tą atrakcję, że z kładki patrzymy na wschód ( mniej, więcej ), a od zachodu walczyły o przedostanie się przez wzgórza chmury. Które po godzinie od mojego przyjazdu zwyciężyły. I z kładki był taki widok, jak miałem na dachu Indochin :) Ale że byłem tam od godziny, to mnie nawet nie zabolało. Po prostu skróciłem pobyt. A muszę powiedzieć, że w godzinę nie zobaczyłem wszystkiego. Jeżeli nie będziemy biec, poświęcimy chwilkę na zobaczenie wszystkich miejsc, usiądziemy na ławeczce i będziemy cieszyć się atmosferą tego miejsca, to gwarantuję, że 3 godziny może być mało. I ponownie zwracam uwagę na fakt, że parkingi były zapełnione w 1/10 jak zjeżdżałem na dół. A na górze było sporo ludzi. W sezonie wątpię czy można się cieszyć tym miejscem. Jeżeli faktycznie to wszystko kosztowało 2 mld $ to zwróci im się szybko. Jest po sezonie. Sądzę, że sprzedają dziennie kilka tysięcy biletów. W sezonie może kilkanaście tysięcy. Zresztą nieważne. Zapłaciłbym więcej gdyby było trzeba. Warto. Jako że chmury wygrały, zjechałem na dół gdzie o dziwo słońce dalej królowało. Następny cel Hoi An, 45km od Cau Vang. Pogoda nadal świetna. Wiatrówka poszła pod siedzenie. Dotarłem po lekko godzinie. Z nowości nawet nie wiem kiedy zaktualizowane gogle maps ( w końcu ) uruchomiło opcje motor. I dzięki temu poprowadziła mnie po takich zadupiach, gdzie samochód nie przejedzie ;) Fajne zadupia.
Pamiętacie jak deklarowałem, że nie będę zwiedzał za bardzo miast ? Hoi An miało bardzo ciekawe opisy, że piękne, że stare, że port jedwabnego szlaku, że pamięta czasy pierwszego milenium i co najważniejsze, że posiada historyczny polski akcent. Naszego rodaka, architekta, konserwatora zabytków Kazimierza Kwiatkowskiego, dzięki któremu to miasto i pobliska świątynia My Son zostały wpisane na listę UNESCO. Brzydko tak mówić, ale chyba się Kaziu w grobie przewraca, jak widzi co się stało z miastem. Stare miasto w Hoi An. Żenada, dno i pięć metrów mułu. Ponoć architektura starego miasta jest niesamowita, że widać wpływy japońskie i chińskie. Możliwe. Spod szyldów nie było za bardzo widać elewacji. Każdy budynek starego miasta, i chyba naprawdę każdy, to sklep, restauracja, kawiarnia, pub, albo market. Tłumy na ulicach, takiego natłoku Europejczyków już dawno nie widziałem. Jeszcze fakt, że można po starym mieście jeździć motorem. Więc hałas, klaksony, tłumy ludzi i pełna komercha. Odnalazłem pomnik postawiony ku pamięci naszego rodaka, w podziękowaniu za jego zasługi. Ładny. Wyeksponowany. I totalnie olany przez turystów. Byłem tam z dziesięć minut. Przeszło z piętnaście wycieczek, z czego jedna się zatrzymała i przewodnik coś tam opowiedział, kto i dlaczego. A w międzyczasie większą uwagę przyciągali nowożeńcy, którzy z boku robili sobie zdjęcia. Nie uważam się za wielkiego patriotę. Ale zawsze interesowały mnie miejsca, gdzie my Polacy zostawiliśmy swój ślad. Bo uważam, że wiele z duchów przeszłości przeminęło niezauważonych. Przez nas. Przez Polaków. I taka ignorancja ludzi, wobec zasług zauważalnych, w tym przypadku boli. Ale cóż. Świat idzie do przodu. Niedługo ulice opustoszeją w Hoi An, a ludzie siedząc w domu z fotela sobie wirtualnie pospacerują :(
Dobra dość tego biadolenia. Z Hoi An wyjechałem z radością. Ale stwierdziłem, że zobaczę jeszcze My Son i co ten Nasz Kazimierz tam dokonał ;) 27 km. Szybko zleciało. Dojechałem. Kupiłem bilet za 150.000 VND ( tylko cash ) i ruszyłem. Kompleks świątyń jest jakieś 2 km od wejścia. Można dojechać za darmo wózkiem golfowym dla 12 osób. Nic nie stracimy jak pojedziemy. Ewentualny spacer jako powrót, bo z górki :) Widziałem świątynie Hinduistyczne na Jawie, na Sri Lance na Bali i w Tajlandii. Zawsze mnie bardziej fascynowały niż buddyjskie ( tych się naoglądałem na Taiwanie ). Tutaj nie oczekiwałem żadnych fajerwerków, bo widziałem wcześniej zdjęcia. I faktycznie. Ruiny nie były imponujące. Ciekawsza była ich historia. Od odkrycia, przez bombardowania i ostrzał, a później odbudowę. Na obejście wszystkiego wystarczy godzina spokojnego spaceru. Niestety co mi się rzuciło w oczy to zaniedbanie. Budowle były porośnięte zielskiem. Otoczenie poza ścieżkami porośnięte. Miejsce jest ciekawe. Moim zdaniem warte obejrzenia. Choć mogliby bardziej o nie zadbać.
I tak zleciał dzionek. Wróciłem do hotelu, przebrałem się i poszedłem na spacer po plaży. Muszę powiedzieć, że pomimo bijącej z każdego kąta turystycznej komerchy, Da Nang mi się podoba. Jest poza ich sezonem. Na plaży nie ma ludzi. Woda ciut cieplejsza niż Bałtyk latem w najlepszych momentach, ciepło bo z 30 stopni. Co mnie zdziwiło, o godzinie prawie 17 wywieszone czerwone flagi i co około 100 m ratownik. I to pilnujący. Co chwila kogoś cofał, jak za daleko do wody wchodził. Pierwszy raz takie coś w Azji widziałem. Na plażach Tajlandii też są ratownicy. Ale siedzą sobie w budce i wywalone mają. Tu nie. Wczoraj spacerowałem sobie po centrum. Miasto jest duże, kolorowe, przyjazne. To miasto da się lubić o tej porze roku. W sezonie pewnie przypomina nasze Mielno. Ale teraz bardzo przypomina mi dom :). Tyle na dzisiaj. Dzień pełen wrażeń. Więcej tych dobrych. Jutro wykonuje kangurzy skok. Bez pośpiechu. Ale 330 km do przejechania. Zostało 11 dni do końca ważności wizy. A gdzie jeszcze delta Mekongu? Ho Chi Minh? I pewnie coś po drodze.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
wiza do Wietnamu
Wybierasz się tam? Będzie ci potrzebna wiza do Wietnamu. W Geoblogu możesz ją zamówić z dostawą do domu! Zobacz cenę wizy do Wietnamu, oferujemy najniższe stawki pośrednictwa w uzyskaniu wiz.
Zdjęcia (37)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
vika
vika - 2018-12-20 19:02
Ładne zdjęcia, bardzo dobrze się czyta
 
 
addapp
Tomek Woch
zwiedził 5.5% świata (11 państw)
Zasoby: 107 wpisów107 60 komentarzy60 1313 zdjęć1313 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
27.11.2014 - 30.01.2015
 
 
25.04.2014 - 04.05.2014